Tak bardzo starałem się zatrzymać czas.
Tak trochę egoistycznie, dla siebie, na później.
Okazało się dość szybko,
że wybrane przeze mnie miejsce,
dla jego ukrycia, było niewłaściwym.
Wystarczyło nieopatrznie otworzyć szafkę,
a skrywane minutki uśmiechu i radości,
oraz godziny cierpień
ujrzawszy światło dzienne,
bezpowrotnie opuściły schowek.
Próżne były moje starania, próżne zachęty.
Już nie wróciły.
Teraz trzeba cały zabieg gromadzenia,
zacząć od nowa.
Wyszukać z wielkim namaszczeniem
i dbałością o zachowanie prawdy
te momenty,
dzięki którym w ogóle da się dalej żyć.
Gdyż uskrzydlają,
poprawiają humor, wzmacniają,
czy też ukazują Naszą zagubioną wartość.
Jednak nie można zapomnieć,
czy odrzucić tych bolesnych, niechcianych,
które wznoszą Nas ponad
szarzyznę beznamiętnych tłumów,
które znieczulone na różne sposoby,
pysznią się osiągniętym etapem ewolucji.
Nic nie czuć.
Nic nie myśleć.
To dla nich poezja bycia.
Niby beczą na meczach, czy od cebuli,
śmieją się do sera,
a w życiowych próbach kamienni,
bo taka potrzeba lub poza.
W efekcie zakłamani do szpiku kości,
już sami nie wiedzą,
jakimi są naprawdę.
Aktorzy ze spalonych teatrów.
Czy nie trafniej być sobą?
Cierpieć, śmiać się, łkać, krzyczeć,
...
Wszystko autentyczne,
a nie skrojone,
czy też okrojone z wszystkiego.
Proste, a może prymitywne
jak w żurnalu mody.
dmyk

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz