Od strasznego dnia,
który jeszcze nie powinien nastąpić,
szukam Boga.
Przypominam sobie wyraziste bo szczere oczy Huberta.
Bóg był w nich.
Był też w Huberta uśmiechu,
radości życia,
otwartości,
prawości,
odkrytych i tych jeszcze skrywanych
pasjach Jego młodzieńczości.
Gdzie był we wtorek?
...
Czekał z otwartymi ramionami i łzą w oku
na Swoje ukochane Dziecko.
Wyszedł Hubertowi na spotkanie.
Na trakt kolejowy
oświetlony nie tylko lampami pociągu,
ale przede wszystkim
opromieniony blaskiem Jego Łaski.
dmyk

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz