Poza moją garderobą
trwa źle skrojony spektakl,
na którego noszenie,
zupełnie nie mam ochoty.
Czekam na upragniony koniec
zmagań z rzeczywistością.
Ów Świat, który wokół,
jest zupełnie nie dla mnie.
Jestem w nim obcym,
nierozumianym przez otoczenie,
intruzem.
Dlatego, zawsze uciekałem
i czynię to nadal,
próbując stworzyć
Świat antyrównoległy.
Owym Światem jest muzyka.
Nie ta,
która zapisaną na pięciolinii,
lecz ta płynąca z głębi serca.
Uboga w dźwięki,
jednak kojąca
dla rozedrganych zmysłów.
W różnych tonacjach, tempach
i brzmieniach zależnych
od potrzeby chwili.
Jednak tak naprawdę
w sercu i umyśle
czekam na koniec zmagań z rzeczywistością.
Kiedyś byłem ciekaw Świata
i było we mnie mnóstwo z Małego Księcia,
i Piotrusia Pana.
Czuję,
że tkwi to we mnie nadal
mimo upływu czasu.
Stało się to jednak niepożądane
w otaczającym mnie świecie,
w którym króluje głupota
i bezprzewodowe znieczulenie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz