Chyba nadal nie potrafię przełamać
negatywnego myślenia o sobie.
"To nie dla mnie".
"Inni są ważniejsi".
"Nie nadaję się".
Początkowo myślałem,
że to miejsce jest moim na Ziemi,
po traumatycznych doświadczeniach
w miejscu deklarowanej tolerancji.
Planowałem dotrwać do końca.
Do finiszu zwieńczonego
"laurem zwycięstwa"
lub choćby własną satysfakcją.
Teraz okazało się,
że tak nie do końca jest.
Atomizacja społeczeństwa,
brak czasu ale również ochoty wielu
na zadzierzgnięcie więzów
powodują u mnie
depresję i rozżalenie.
Czas już odejść.
i nie czas na poezję chwili.
Szkoda,
że nie jestem na początku drogi.
Wtedy takie częste zmiany
by mnie wzmocniły
i kolejne z nich
nie robiłyby różnicy
oraz nie wywoływały stresu.
Teraz na starość
oczekiwałem już stabilizacji.
Bo tak naprawdę,
to kiedy mógłbym na nią liczyć?
Po śmierci?
Pewnie tak.
Wtedy będę spokojnie
leżał pod ziemią w horyzontalnej,
wreszcie ustabilizowanej pozycji.
Tylko, kto mnie w tej pozie ułoży?
Nie jestem nastawiony na "nie"
względem całego Świata.
Cenię szczerość, prawdę, uczciwość,
współodczuwanie, bycie razem
ale to się wypaczyło
i zdewaluowało nieuchronnie.
Nie chcę być kolejny raz ogryzany
i wyrzucany jak szczątki jabłka.
Zazwyczaj to ja coś rozumiem
i odstępuję bo innym to nawet
nie przyjdzie do głowy.
Stary i głupi.
dmyk

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz